Strike the earth!

•20 Marzec 2012 • Dodaj komentarz

Tak mnie naszło na podzielenie się paroma informacjami o jednym z moich ulubionych rogali [1] – Dwarf Fortress. Rogal to wysoce nietypowy. Najpierw suche fakty – DF to, najogólniej rzecz ujmując, symulator krasnoludzkiej fortecy. Symulator o nadzwyczaj wysokim stopniu skomplikowania: jesteś w stanie kontrolować niemal wszystko… poza samymi krasnoludami, które są niezależnymi bytami. Możesz tylko wydawać im rozkazy, a one je wykonają. Chyba, że będą akurat głodne. Albo spragnione. Albo akurat będą miały przerwę.
Twoje zadanie jest proste. Wybuduj fortecę. Rozwiń ją. Utrzymaj. Zapewnij krasnoludom zakwaterowanie i wyżywienie. Zaspakajaj ich zachcianki. Bądź władcą. I pamiętaj – motto gry to “losing is fun”!

Sama gra to, moim zdaniem, taki Minecraft offline, w którym kierujesz grupą “ludzi” miast tylko jednego. Obie gry opierają się na tym samym założeniu: zaczynasz z niczym na pustkowiu, a co zrobisz dalej zależy wyłącznie od Ciebie. Możesz wybudować zamek, możesz wgryźć się w ziemie i stworzyć system tuneli, możesz wykopać fortecę w zboczu góry i zbudować drugą Morię…. Obie są typowo sandboxowe, obie też stawiają ci minimum ograniczeń. Chcesz wybudować lodowe miasto na odległej tundrze? Be my guest. Marzy Ci się kompletnie niekrasnoludzka, drewniana forteca w dżungli? Żaden problem. A może podziemne królestwo w piaskach pustyni? Da się załatwić.
Pierwszą rzeczą jaką musimy zrobić, aby zacząć rozgrywkę, jest wygenerowanie świata. I, podobnie jak w każdym innym aspekcie DF, tak i podczas tworzenia świata Twoje możliwości są niemal nieograniczone. Do wyboru masz dwie opcje tworzenia świata – dla początkujących i zaawansowanych. W tym pierwszym trybie kontrolujesz “tylko” parę czynników, takich jak rozmiar świata, jego zasobność w minerały, ilość zamieszkujących go cywilizacji czy jak długa jest jego historia. Za to w trybie dla zaawansowanych kontrolujesz… cóż, praktycznie wszystko, łacznie z średnią wysokością nad poziomem morza i ilością opadów.
Zaczynamy generację świata. Jeżeli masz słaby komputer i w dodatku wybrałeś świat z długą historią, proponuję wybrać się na spacer – cały proces może trwać nawet do kilkudziesięciu minut. Nie bez powodu – świat jest DUŻY. Bardzo. Dodatkowo, wraz z generacją świata gra tworzy też historię dla wszystkich zamieszkujących ten świat bogów, cywilizacji, rodów, bohaterów, ważniejszych potworów i – de facto – niemal każdego krasnoluda, który przybędzie do Twojej fortecy. Oraz dla ich rodziny, przyjaciół, wrogów, dla kupców którzy będą handlowali z Twoją fortecą, dla goblinów i nieumarłych które będą ją najeżdżały…. wspominałem już, że ten świat jest DUŻY?

Świat wygenerowany? Więc jeszcze tylko wybór miejsca w którym chcesz się osiedlić (again – masz do wyboru dowolne miejsce na całym świecie: no, może poza dnem oceanu. :P ), wybór skilli dla krasnoludów z którymi zaczniesz (górnik, drwal, wojownik, cieśla, mularz, kamieniarz, mechanik, farmer, kucharz, zielarz, browarnik… a to nawet nie 10% pełnej listy), zakup ekwipunku (narzędzia, jedzenie, napitki, drewno, zwierzęta pociągowe… do wyboru do koloru) i możesz zaczynać.
Na początku masz pod swoją pieczą siedmiu krasnoludów. Zapewne pierwszą rzeczą, jaką zechcesz zrobić, będzie wykopanie schronienia w zboczu góry i postawienie kilku pierwszych warsztatów. Musisz zrobić dla swoich krasnoludów łóżka, stoły, krzesła… do tego wszystkiego potrzebujesz drewna, więc wyślesz jednego z dwarfów do wycinki pobliskiego lasku. Jeszcze inni zajmą się produkcją kamiennych lub drewnianych mebli. W międzyczasie zapewne wyczerpią się Twoje zapasy jadła i napitku, więc będziesz musiał oddelegować część Twojej załogi do uprawiania farm. Albo polowania. Albo łowienia ryb. W międzyczasie do Twojej fortecy zaczną przybywać rozmaici goście. Krasnoludowie, pragnący osiedlić się w rządzonej przez Ciebie osadzie. Kupcy z sąsiednich miast, skłonni dostarczyć Ci to czego brakuje w fortecy… za odpowiednią cenę. Gdy Twoja forteca stanie się wystarczająco znana, przybędzie do Ciebie elita krasnoludzkiej społeczności – baronowie, lordowie a może i sam Król.
Doświadczysz też najazdów goblińskich band, które pragną przeprowadzić z Tobą inną wymianę – Twoje skarby w zamian za żelazo, wbite w trzewia Twoich krasnoludów. W późniejszych latach, najazdy zamienią się w regularne oblężenia. A jesli nieopatrznie osiedliłeś się w pobliżu wieży nekromantów, gobliny nie będą Twoim jedynym zmartwieniem… Aby chronić się przed najeźdźcami będziesz potrzebował armii. Jednak do jej wyszkolenia będziesz potrzebował broni i zbroi, do ich stworzenia z kolei – kowali, węgla i stali, którą oczywiście musisz wytopić samodzielnie. Ewentualnie możesz kupić broń od handlarzy. Albo wyszkolić hordę psów bojowych. Albo zabezpieczyć wejście do Twojej fortecy rzędem śmiercionośnych pułapek… jak zawsze, ograniczeniem jest tylko Twoja wyobraźnia.

Jak widzisz, na brak zajęć nie będziesz narzekał. Gra nie ma wyznaczonego celu, jednak zawsze jest coś do zrobienia, a sama gra nieraz Cię zaskoczy. Może się okazać, że wśród Twoich krasnoludów ukrywa się wampir, mordujący po kryjomu Twoich poddanych. Że jeden z krasnoludów został opętany. Że forteca jest nawiedzana przez duchy. Lub też, jest trapiona przez znacznie bardziej przyziemne problemy – brak żywności, brak napitków czy też absurdalne żądania szlachcica, który zażyczył sobie komnaty zdobionej jaspisami oraz okien z zielonego szkła.

Oczywiście, gra ma też wady. Najważniejsza z nich – BARDZO wysoka “learning curve”. DF jest skrajnie nieprzyjazną dla początkujących grą: brak jakiegokolwiek tutoriala, obłędny niekiedy poziom trudności, nieprawdopodobnie niewygodny “interfejs”. Być może odbijesz się od niej za pierwszym razem i nie wrócisz do niej nigdy więcej. Lecz być może gdy Twoja forteca upadnie po raz pierwszy, spróbujesz po raz drugi i trzeci, i czwarty… aż w końcu pokochasz tę grę. Bo chociaż jest mnóstwo gier ładniejszych, prostszych czy łatwiejszych do przyswojenia, nigdzie nie znajdzesz gry bardziej złożonej i głębokiej. A wiecie co jest najlepsze? Gra jest w 100% darmowa, oraz – pomimo nieprawdopodobnej złożoności – jest dopiero alfą…

Zainteresowany? Wbijaj , na homepage gry i ściągnij najnowszą wersję. A jeśli będziesz miał kłopoty (a na pewno będziesz miał. :D ), wbijaj na , albo jeszcze lepiej, na . Enjoy!

[1] – Rogal: termin używany przez scenę rogalikową (aaach, jak to dumnie brzmi. :D ) na określenie gry typu . Od siebie dodam, że to gry idealne dla antykażuali, chcący gier trudnych , wymagających i naprawdę oryginalnych. Tylko trzeba przymknąć oko na brak grafiki

Jeszcze nie umarła!

•20 Marzec 2012 • 1 komentarz

Cóż, podejrzewam że wszystkie trzy osoby czytające tego bloga już dawno położyły na nim krzyżyk. Prawde mówiąc, ja też. FreekE zniknął w czeluściach Internetu, Pikacz zdezerterował i założył swojego bloga a ja, well, skopałem sprawę i przestałem pisać. Czas na “CGV: Reaktywacja”!

Alpha Protocol

•26 Marzec 2011 • Dodaj komentarz

Grę kupiłem całkowicie w ciemno: od kiedy przestałem kupować CDA jestem raczej odcięty od nowinek ze świata gier. Pierwsze wrażenie? Olbrzymi plus za system aktywacji; nie dość, że trwa to kilka sekund, to jeszcze jest możliwość własnoręcznego ściągnięcia pliku aktywacyjnego zamiast polegania na automatycznej aktywacji. Uczcie się, pajace z Valve.

Sama rozgrywka przypomina połączenie Splinter Cella i Mass Effecta bez otoczki SF. Chociaż gra jest reklamowana jako “szpiegowskie cRPG”, ortodoksi nie znajdą tu zbyt wiele dla siebie. Elementy cRPG polegają tu raczej na nawiązywaniu stosunków z NPC, systemem dialogów i rozbudowaną fabułą. Zwłaszcza ta ostatnia mnie zaskoczyła: spodziewałem się banalnej historyjki rodem z Jamesa Bonda, a dostałem raczej coś na kształt komputerowego odpowiednika “Trzech dni Kondora”, albo raczej “Tożsamości Bourne’a” (spoko, to nie spoiler). Szacunek

Co do mechaniki, Mike Thorton (główny bohater) dysponuje znacznie skromniejszym arsenałem niż Sam Fischer: może ze sobą nosić maksymalnie dwa rodzaje broni (z czterech dostępnych) i parę granatów, jest też niezłym karateką (i judoką też, sądząc po jego stylu walki). Jego siła tkwi jednak w umiejętnościach, których może się wyuczyć; od wykrywania wrogów, poprzez chwilowy boost do celności, aż po tymczasową niewidzialność. Bardzo podoba mi się to, że gra nie promuje jednego stylu gry; równie dobrze można przejść AP zabijając wszystkich, jak i unikając bezpośredniej konfrontacji. Wszystko dlatego, że gra nalicza EXP zarówno za zabitych, jak i ominiętych wrogów.

AI wroga jest zaskakująco wysoka – strażnicy nie prą bezmyślnie przed siebie, ale starają się flankować i umieją korzystać z osłon.

Misje są całkiem urozmaicone: nie chodzi nawet o cele (bo te są zazwyczaj podobne), ale o dodatki. Możemy kupić sobie informacje o celu; zamówić karabin snajperski, który zostanie dyskretnie podrzucony w odpowiednie miejsce, albo nawet podrzucenie zatrutej kokainy mafijnemu bossowi. A propos bossów, ci też są odjechani. Mnie najbardziej rozwaliła walka z szefem rosyjskiej mafii, rozgrywana w… dyskotece, przy dźwiękach muzyki z lat 80-tych. Miazga.

nie, to nie jest SF…

Podobnie jak w Mass Effectach, w Alpha Protocol co chwila podejmujemy decyzje, których efekty prędzej czy później zaobserwujemy; skutki mogą być one niewielkie, jak niewielkie zniżki na broń lub informacje lub większe jak całkowity zwrot w fabule czy nowy sojusznik. Pierwszy przykład z brzegu: kilkukrotnie zdarzy się nam natrafić na tajne informacje dotyczące np. sfałszowanych wyborów na Tajwanie czy też handlu bronią. Od nas zależy, czy sprzedamy je na czarnym rynku, zaszantażujemy nimi wrogą superkorporację, czy też może przekażemy je znajomej dziennikarce, która ujawni je całemu światu. A to tylko jeden z mniej znaczących wyborów. Czasem przyjdzie nam stanąć przed dylematem: cel misji, albo życie sojusznika…

Spolszczenie jest niechlujne – albo trafiają się kwiatki w rodzaju “konfiguracja powiązań” (czyli zwyczajna klawiszologia) i tłumaczenia “this wasn’t our last attack” na “to nie był nasz pierwszy atak”, albo dostajemy całe fragmenty tekstu nieprzetłumaczone ( np. wiadomości w TV). Minus.

Mass Effect był komputerowym odpowiednikiem epickiej superprodukcji S-F, Alpha Protocol z kolei jest niczym świetny film szpiegowski; jest akcja, jest napięcie i w sumie całkiem niebanalna fabuła. Gdyby nie lekko rozczarowujące zakończenie, dałbym 5/5, ale myślę że 4+ będzie odpowiednią oceną.

Mass Effect 3 trailer

•15 Grudzień 2010 • Dodaj komentarz

Trzecia część legendarnej (owszem, dobrze przeczytaliście) serii ME zapowiada się co najmniej równie dobrze jak “dwójka” (czyli o wiele lepiej niż “jedynka”). Enjoy

Deus Ex Human Revolution Trailer.

•14 Grudzień 2010 • 2 komentarzy

Cenega Polska umieściła na YouTube pełny, trwający pięć minut, trailer z gry Deus Ex Human Revolution. Radzę usiąść.

Gra zapowiedziana jest na 2011 rok i pojawi się na PC, X360 i PS3.

Video Game Awards 2010

•12 Grudzień 2010 • 4 komentarzy

Właśnie skończyło się Video Game Awards 2010.

Studio of the year – BioWare (osobiście liczyłem na Rockstar)
Best Action-Adventure Game: Assassin’s Creed: Brotherhood (liczyłem na Red Dead Redemption)
Best Performance By Human Male-Neil Patrick Harris za Spidermana (to jest jakiś żart – IMO Charlie Sheen jako Illusive Man)
Best independed game – Limbo
I wreszcie Game of the Year! Red Dead Redemption!

Pokazali jeszcze Forza 4, Uncharted 3, nowego Batmana (trailer wymiata) i kilka popierdółek jak The Elder Scrolls V.

Idę spać.

Spore rozczarowanie

•5 Grudzień 2010 • Dodaj komentarz

Pogrywam właśnie w słynne Spore, które to było zapowiadane jako rewolucja i mówiąc szczerze, dupy nie urywa. Zdecydowanie najlepsza jest ostatnia część gry (jakby ktoś się nie orientował: gra polega na przeprowadzeniu swojego gatunku przez pięć faz: komórki, zwierzaka, plemienia, cywilizacji i kosmosu); najbardziej rozbudowana i najdłuższa, chociaż nawet ona nuży po pewnym czasie. Pozostałe są krótkie i raczej mało skomplikowane.

Wady:

- Nie mogę darować, że gra została zrobiona w tym debilnym, Simsowatym stylu. Chodzi mi głównie o słodką do wyrzygu grafikę, durne nazwy i pseudośmieszne filmiki. Niby można przejść nad tym do porządku dziennego, ale czuje się że świetny pomysł został zniszczony: mogliśmy mieć UltraCywilizację, dostaliśmy SimCity do sześcianu.

- Szkoda, że nie można zejść ze ścieżek znanych nam z ewolucji ziemskiej. Istota musi mieć oczy, otwór gębowy, kończyny, oddycha tlenem i tak dalej…

- Gra jest koszmarnie krótka! Przejście od fazy komórki do fazy podboju kosmosu zajęło mi kilka godzin (!!!), a nie spieszyłem się specjalnie.

Zalety:

- Wciąga.

- Świetna animacja stworków. Biorąc pod uwagę, że projektuje się je praktycznie od zera, to robi wrażenie.

- Niektóre smaczki. Na przykład w fazie stworka możemy zaobserwować deszcz meteorów, albo… obserwujący nas statek kosmiczny wysłany przez inną, o wiele bardziej zaawansowaną cywilizację.

- Etap kosmiczny jest na poziomie. Sporo zadań, możliwości i satysfakcji z gry, no i dzięki temu, że jest sandboxem, nie kończy się po piętnastu minutach.

Podsumowanie: Mam niemały zgryz z tą grą. Z jednej strony, co by tu gadać, pomimo wad gra się bardzo przyjemnie. Fajnie rozwijać stworzoną od podstaw rasę i obserwować jak z etapu zwierzaka przechodzi w fazę międzygwiezdnego imperium. Z drugiej strony, spodziewałem się czegoś WIELKIEGO, a dostałem grę zaledwie dobrą. Ujmę to tak: pograć warto, ale nie za taką cenę (bodajże 150zł). Ocena: tak ze 3+/5, nie więcej

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.